Wpisy z tagiem: Francja

czwartek, 16 lutego 2012

Francja elegancja - to stwierdzenie doskonale pasuje do Coco Chanel. Ta prekursorka małej czarnej do dziś jest ikoną francuskiej mody.

Nie ma kobiet brzydkich, są tylko kobiety zaniedbane.

Kobieta ma tyle lat, na ile zasługuje.

To tylko dwa z nieśmiertelnych cytatów Coco. Firmowany przez nią zapach, Chanel no. 5, wyczuć można przechodząc obok najsławniejszych kobiet świata. A jaka była prywatnie? Czy płomienny romans, w jaki wdała się z Niemcem, był efektem cynicznej gry pozorów czy może niepohamowanym wybuchem namiętności? O intymnych zakamarkach życia Coco pisze Lisa Chaney w swojej najnowszej książce "Coco Chanel. Życie intymne".

Coco Chanel

Chcecie dostać tę książkę w prezencie? Nic prostszego - w komentarzu do tego wpisu zamieśćcie cytat jakiegoś Francuza bądź Francuzki, który z pewnych powodów jest dla Was interesujący. Cytaty mogą dotyczyć właściwie każdej dziedziny życia - napiszcie tylko koniecznie kto jest autorem tych słów.

Spośród osób, które zamieszczą ciekawe cytaty wybiorę dwie, do których powędruje powyższa książka. Pamiętajcie, aby pisać jako osoba zalogowana kontem z pocztą. Jeśli piszecie jako osoba niezalogowana kontem z pocztą - we wpisie koniecznie zamieśćcie swój adres mailowy. Konkurs trwa do 22 lutego do północy. Razem z cytatem możecie zamieścić krótkie uzasadnienie wyboru, choć nie jest to warunkiem udziału w zabawie.

Co będę oceniać? Oryginalność, niebanalność, francuskość cytatu :) Ponieważ tego typu konkursy zawsze są subiektywne, wynik nie będzie podlegał dyskusji :) Oczywiście jedna osoba może zamieścić jeden cytat. Nagroda może zostać wysłana tylko na adres w Polsce. Zapraszam do zabawy!

Na dodatkowe pytania odpowiem pod mailem: cafe-creme@gazeta.pl

 

PS. Cytat może być po polsku lub po francusku. Michaił Bułhakov powiedział: "Mówimy, jak zawsze, różnymi językami [...]. Ale rzeczy, o których mówimy, nie ulegną od tego zmianie, prawda?"

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Człowiek bez pasji nie może być w pełni szczęśliwy. Moją pasją jest Francja i to daje mi dużo szczęścia. A ponieważ szczęściem najlepiej jest się dzielić - ja chcę podzielić się z Wami książkami o Francji :)

NG

Wydawnictwo National Geographic ufundowało najnowsze książki Piotra Kraśko - "Świat Według Reportera. Francja". Chcecie dostać jedną z nich? Zapraszam na fanpejdż "Francja - moja miłość" na Facebooku:

Francja - moja miłość

"Świat Według Reportera" to seria książek z zapisami z podróży Piotra Kraśko. 23 lutego będzie miała swoją premierę właśnie ta o Francji, macie więc okazję wygrać cieplutki jeszcze egzemplarz :)

Krasko

Jak generałowi de Gaulle’owi udało się przekonać resztę świata, że Francja wciąż jest mocarstwem? Z jakim wyprzedzeniem trzeba rezerwować stolik w najlepszej restauracji świata i ile trzeba mieć w portfelu, by cokolwiek tam zamówić? Dlaczego Maria Antonina przepraszała kata tuż przed wejściem na szafot i co to miało wspólnego z ciastkami? Dlaczego Francuzi tak kochają rewolucje, ale nie wyobrażają ich sobie bez dobrego wina i ślimaków? Czy Paryż wciąż jest stolicą świata i dlaczego Francuzi udają, że nie znają angielskiego? 

Między innymi na te pytania odpowie znany dziennikarz. Wśród słowników, przewodników, almanachów kulinarnych i książek o Francji pisanych przez literatów, warto mieć także i tę. Być może kraj Moliera widziany okiem reportera odkryje przed Wami jakieś nowe tajemnice? ;)

Aby zdobyć książkę wystarczy na fanpejdżu wybrać ze zdjęcia ulubione miejsce bądź atrybut Francji i napisać dlaczego właśnie to się wybrało. Bądźcie kreatywni, ale i piszcie sercem. Książki czekają!

Zasady:

1. Polub na Facebooku stronę "Francja - moja miłość"
2. Oznacz się na wybranym przez siebie elemence zdjęcia konkursowego
3. W komentarzu pod zdjęciem konkursowym napisz dlaczego wybrałeś akurat ten element
4. Konkurs trwa od 30 stycznia do 8 lutego 2012 roku (do godziny 12:00)
5. Wygrywa osoba, której komentarz dostanie najwięcej lajków (kliknięć "Lubię to") oraz druga osoba, którą wybiorę ja
6. O moim wyborze zwycięzcy zadecyduje oryginalność wypowiedzi, ale i przekonanie mnie, że naprawdę kocha się Francję :)
7. W wyjątkowym wypadku mogę nagrodzić trzecią osobę :))) (np. jeśli będzie dużo ciekawych komentarzy lub dwie osoby dostaną taką samą liczbę lajków)
8. Jedna osoba może wygrać tylko jedną ksiąąkę
9. Książka może zostać wysłana tylko na adres w Polsce
10. Nagrody zostaną wysłane po otrzymaniu ich przeze mnie od Wydawcy (po premierze)
11. Na dodatkowe pytania odpowiadam po adresem: cafe-creme@gazeta.pl
12. Oczywiście nikomu nie przysługuje prawo do ekwiwalentu pieniężnego :)
Amen

sobota, 07 stycznia 2012

Składnik kosmetyków, wyrobów chemicznych, leków, potraw, perfum, dekoracja wnętrz, ogrodów i oczywiście znak rozpoznawczy Prowansji - lawenda. Jej charakterystyczne fioletowe kępy są nie do pomylenia z żadną inną rośliną. Francuskie domki usytuowane wśród lawendowych pól budzą zachwyt nie tylko artystów. Wiele osób zafascynowanych Francją właśnie od tych widoków rozpoczyna swoją przygodę z tym krajem.

Podobno na początku XVIII wieku w Prowansji panowała epidemia dżumy. Co robiono wtedy, aby odegnać chorobę? Masowo palono w domach lawendę! W ogóle mam wrażenie, że Francja jest bardzo fioletowym krajem - nawet na wielu obrazach przedstawiających Paryż kolorem dominującym jest właśnie fioletowy, pardon - lawendowy :)

W prowansalskim miasteczku Coustellet znajduje się muzeum lawendy. Nie miałam wprawdzie okazji tam być, niemniej posiadam ulotkę reklamującą to miejsce (tak, będąc we Francji zawsze zabieram do domu wszelkie ulotki i foldery, żeby planować następne wyjazdy).

Muzeum lawendy

Jeśli ktoś jest zainteresowany folderem - poniżej wklejam linki do jego poszczególnych stron, można sobie pobrać w dużej rozdzielczości.

Muzeum lawendy, folder, strona 1

Muzeum lawendy, folder, strona 2

Muzeum lawendy, folder, strona 3

Muzeum lawendy, folder, strona 4

wtorek, 03 stycznia 2012

Nigdy nie interesowałam się muzyką jakoś "bardziej" - ot, po prostu słuchałam czegoś od czasu do czasu, czasem jakiejś piosenki, czasem repertuaru jakiegoś wokalisty czy zespołu. Dzisiaj natomiast postanowiłam, że zacznę szukać ciekawych francuskich piosenek, żeby... zapamiętać więcej francuskich słówek.

Tak uczyłam się angielskiego na własną rękę, dzięki czemu w liceum od razu zakwalifikowano mnie do grupy zaawansowanej. Tak też uczyłam się francuskiego na lekcjach w podstawówce - śpiewaliśmy mnóstwo piosenek, wypisywaliśmy sobie słówka i... większość pamiętam do dziś. Zaczynam więc eksplorować Francję do tej pory przeze mnie nieodkrytą, tj. jej warstwę muzyczną. Poza współczesną ZAZ, jedną płytą Celine Dion, kilkoma światowej sławy hitami i pioseneczkami z podstawówki, muzyki francuskiej nie znam właściwie w ogóle. Dziś "odkryłam" Garou i jego wykonanie "Je vais t'aimer".

I dzisiejsza moja lekcja:

je vais t'aimer - będę cię kochać

dresser - podnieść

bruler - płonąć (no przecież creme brulee... ;))

crier - krzyczeć

la folie - szaleństwo

jurer - przysięgać

czwartek, 29 grudnia 2011

Skończyłam wczoraj czytać książkę "Francuska oberża" Julii Stagg. Gdyby nie to, że jest o Francji, nie dałabym jej szansy i zostawiłabym ją niedokończoną na półce, jak wiele innych pozycji wcześniej. Dzisiaj koleżanka powiedziała mi, że na świecie jest tyle książek, że nie ma ochoty męczyć się nad tymi, które jej nie interesują. Wyznaję podobną zasadę...

Jednak wracając do "Francuskiej oberży" - osoba, która pisała teksty na okładkę, nie przeczytała nawet streszczenia tej książki! Po pierwsze - główny bohater to Paul, a nie Alex, po drugie - nie uśmiałam się przy lekturze, po trzecie - nie zgłodniałam, bo niemal żadnej potrawy nie ma tam opisanej!

Francuska oberża

Trzeba przeczytać mniej więcej połowę żeby wciągnąć się w akcję - po pierwszych kartkach zupełnie nie miałam pojęcia kto jest kim i o co chodzi, zbyt dużo bohaterów o francuskich nazwiskach, zbyt dużo dziwnych powiązań między nimi, słowem - chaos.

W skrócie - para Brytyjczyków pod wpływem impulsu kupuje opuszczoną oberżę w małej wiosce w Pirenejach, ale plany robienia w miasteczku interesów przez obcokrajowców nie podobają się merowi i postanawia uknuć wyrafinowaną intrygę, aby zapobiec "klęsce" lokalnej społeczności. Tymczasem okazuje się, że owa społeczność jest bardzo przychylnie nastawiona do nowych przybyszy i w miasteczku zaczyna się rozgrywać swoista sąsiedzka wojna.

Temat jest ciekawy, ale książka raczej przypomina film - wielu bohaterów i wiele nagłych zwrotów akcji. Kilka wątków zostało niedokończonych i tu czytelnik czuje niedosyt. Zbyt wiele przeczytałam książek o Francji by tę ocenić wyżej niż... średnia...

środa, 28 grudnia 2011

W tym roku Święty Mikołaj doskonale wiedział, co tygryski lubią najbardziej i dostałam m.in. najnowszą płytę ZAZ, "Sans Tsu Tsou".

Zaz

A ponieważ Mikołaj trochę się w tym roku spóźnił, bo wyręczał się kurierem, a jak wiadomo doręczyciele przed świętami mają wiele pracy, płytę dostałam dopiero dzisiaj. Słucham i rozkoszuję się nowymi-starymi dźwiękami. Niby niemal wszystkie piosenki to te same, które są na pierwszej płycie ZAZ, jednak to koncertowe wykonanie jest świeże i niezwykłe. I znów żałuję, że nie udało mi się posłuchać jej na żywo...

Do płyty dołączone jest DVD, obejrzę wieczorem.

Kończę czytać "Francuską oberżę" Julii Stagg. Spędziłam święta w fotelu przed kominkiem czytając książki o Francji. A teraz słucham ZAZ. Bienvenue dans ma realite!

13:12, cafe-creme
Link Komentarze (4) »
niedziela, 25 grudnia 2011

Gdy wyjeżdża się do jakiegoś kraju, choćby na krótkie wakacje, warto na miejscu skosztować lokalnej kuchni. A Francja ma pod tym względem naprawdę wiele do zaoferowania. Czymś, bez czego nie wyobrażam sobie życia, są oliwki i tłoczona z nich oliwa...

Gdy byłam na tygodniowym wyjeździe w Langwedocji, właśnie oliwki i produkty z nich wytwarzane interesowały mnie najbardziej. Jeżdżąc wiejskimi drogami często spotykałam domostwa, w których produkowało się wino i w których można było tego wina skosztować i oczywiście na miejscu je zakupić. Z oliwkami było gorzej, ale gospodarze, u których się zatrzymałam, wytłumaczyli mi drogę do Moulin des Costieres, jak się okazało na miejscu - oliwnego raju.

moulin des costieres

W palącym czerwcowym słońcu, w ostatni dzień mojego tamtejszego pobytu we Francji, pojechałam na poszukiwanie owego tajemniczego miejsca. Pomimo że droga została mi dość dobrze wytłumaczona, niełatwo tam trafić. Wjazd do tego przedsionka raju znajduje się w środku długiego żywopłotu i łatwo jest go przegapić. Tym bardziej, ze wygląda jak droga prowadząca do zwykłego domu - ot, długi trakt, wzdłuż którego rośnie lawenda.

moulin des costieres

Niech to jednak nikogo nie zmyli - warto wjechać w bramę, bo już kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się duży parking i wspaniały budynek, kryjący w sobie największe oliwkowe cuda.

W Moulin des Costieres można kupić tylko własne wyroby, opatrzone właśnie tą nazwą. Oliwki z najróżniejszymi dodatkami, oliwa z oliwek o różnych smakach, pasty oliwkowe, mydełka i mnóstwo innych kosmetyków. Wszystkiego można na miejscu spróbować - zjeść, powąchać, posmarować się. Naprawdę w głowie się może zakręcić od tych cudowności.

moulin des costieres

Swojskiego charakteru dodają mieszkające tam zwierzęta - stary pies wylegujący się przed wejściem czy owce i kozy urzędujące sobie w gaju oliwnym.

moulin des costieres

Zdecydowanie polecam to miejsce wszystkim wybierającym sie do Langwedocji. Znajduje się ono około 10 km od Nimes. A jeśli ktoś chciałby spróbować tamtejszych wyrobów niekoniecznie jadąc do Francji - można zajrzeć do internetowego sklepu Moulin des Costieres! http://www.moulin-des-costieres.com/

wtorek, 13 grudnia 2011

Zamarzyła mi się bagietka na śniadanie. Taka prawdziwa, zrobiona z ciasta, nie z powietrza (niestety bagietki z marketów najczęściej są pompowane właśnie...). Z masełkiem i z miodem. Mmmm... A do tego kawusia, a właściwie mleko z dodatkiem kawy, cafe creme. Coś Wam to mówi?

Tak mniej więcej wyglądają francuskie śniadania. Może zamiast miodu podawany jest dżem, czasem zamiast bagietki na talerzu znajdziemy croissanta, ale w gruncie rzeczy chodzi o to samo - żeby było na słodko i żeby pachniało świeżym pieczywem. Tak właśnie wyglądały WSZYSTKIE moje śniadania we Francji. Delektowałam się nie tylko wspaniałym smakiem, ale także myślą, że jem francuskie petit dejeuner. I dzisiaj zachciało mi się wrócić mentalnie do tamtych chwil.

bagietki fot.www.parisiensalon.com

Mieszkam w Warszawie i jest tu parę knajpek francuskich, ale większość z nich jest niestety tylko namiastką Francji. Pewnie jest mnóstwo przyjemnych miejsc, o których istnieniu nawet nie wiem, bo mają taką lokalizację, że jest mi nie po drodze. Dlatego bagietki najczęściej kupuję w piekarnio-kawiarni Vincent w centrum handlowym "Arkadia". Przetestowałam już różne smaki i jednak "Bagietka Francuska" nie ma sobie równych :)

Kiedyś pojechałam do znajomego, który mieszka pod Paryżem i jednego ranka zadeklarowałam, ze sama pójdę po bagietkę do piekarni, dwie uliczki dalej. Idąc tam układałam sobie w głowie co powiem sprzedawcy i oczywiście powiedziałam "un baguette". Miły pan uśmiechnął się do mnie życzliwie i poprawił. "Une baguette". Pomyślałam sobie wtedy, że nawet nie wiem jak bym się starała, nigdy nie będę taka jak oni. I przestałam się starać. Teraz nie próbuję dorównać Francuzom w czymkolwiek (a zwłaszcza we francuskim), teraz po prostu rozkoszuję się możliwością przebywania między nimi :)

I na koniec jeszcze czytelnicza perełka - "Wyznania francuskiego piekarza". Czytał ktoś? Zdecydowanie polecam! Ta książka pachnie chrupiącą bagietką na każdej stronie :)

Wyznania francuskiego piekarza

poniedziałek, 21 listopada 2011

Nigdy nie byłam wielką pasjonatką muzyki (nie licząc około dwuletniego epizodu miłości do Kelly Family, pod koniec podstawówki) więc na muzyce francuskiej nie znałam się tym bardziej. Owszem, znam na pamięć "Aux Champs Elysees", ale to pozostałość z lekcji francuskiego w szkole podstawowej. Tak, muzyka francuska jest jednym z najsłabszych punktów w zakresie mojej miłości do Francji...

Kilka miesięcy temu, zupełnie przez przypadek, natknęłam się na piosenkę ZAZ - "Je veux". Zobaczyłam na Youtube filmik z jej występu na ulicy i... miłość do jej twórczości spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Jeszcze tego samego dnia zamówiłam sobie przez internet jej płytę, następnego dnia miałam ją już u siebie.

Dla mnie dziewczyna jest rewelacyjna - nie tylko w kwestii brzmieniowej (bo głos ma obłędny), ale także w kwestii znaczeniowej. Jej teksty są bardzo mądre, choć epatują prostotą myśli. Tak, uwielbiam ZAZ.

W listopadzie miały być w Polsce jej dwa koncerty (a może dopiero będą?) - w Warszawie i we Wrocławiu. Niestety nie dane mi było kupić biletu - gdy się zorientowałam nie było już ani jednego...

Macie takich francuskich wykonawców, których uwielbiacie? Może ktoś mnie zainspiruje jakąś fajną francuską twórczością? :)

wtorek, 15 listopada 2011

W rozwijaniu pasji bardzo ważne jest, aby mieć wokół siebie ludzi, którzy nie tylko akceptują to, co lubisz, ale także tę pasję z Tobą dzielą. Dlatego chcąc poznać jak najwięcej osób tak samo jak ja kochających Francję, na Facebooku założyłam stronę: "Francja - moja miłość". Zapraszam do polubienia i brania udziału w dyskusjach, a także inicjowania rozmów. Fajnie jest widzieć czyjeś zdjęcia, czytać wspomnienia z wyjazdu do Paryża czy Prowansji, dzielić z kimś swoje przemyślenia na temat tego cudnego kraju. I wcale nie chodzi o to, aby były tam tysiące lubiących - najważniejsze, żeby były to osoby z prawdziwą pasją.

Zauważyłam, że u różnych osób francuska pasja objawia się inaczej - ja uwielbiam czytać książki o Francji, niektórzy realizują się poprzez przyrządzanie francuskich specjałów, inni wyszukują w internecie piękne zdjęcia tego kraju, a jeszcze inni kwintesencję francuskości widzą w języku i z zapamiętaniem uczą się odmian czasowników. Oczywiście są jeszcze Ci, którzy postanowili swoją wielką pasję całkowicie wcielić w życie i przeprowadzili się do kraju Moliera (choć może to już bardziej kraj Sarkozy'ego?).

Mam wielu znajomych - mam z kim iść do kina, na kawę czy po prostu posiedzieć w domu przy butelce wina. Niestety nikt z moich znajomych nie podziela mojej francuskiej pasji - a przecież fajnie byłoby znać takie osoby i od czasu do czasu organizować sobie francuskie wieczorki - z winem właśnie, serami, francuską piosenką w tle. Fajnie byłoby wymieniać się doświadczeniami z podróży i planować kolejne, wspólne wyjazdy. Są jacyś chętni? ;)

 
1 , 2