RSS
niedziela, 13 marca 2016

Ile razy w życiu to słyszeliście: "Mam dość, rzucam wszystko i wyjeżdżam za granicę. Może do Londynu, może do Paryża, a może jeszcze dalej? Zacznę od nowa, zostawię tutaj wszystkie swoje problemy". A może sami wpadacie na takie pomysły co najmniej raz na pół roku? Główna bohaterka książki "Paryski świt" Magdaleny Leszner-Skrzecz też doszła do takiego wniosku. Tyle że ona poszła o krok dalej i naprawdę przeprowadziła się do Paryża. Zostawiła za sobą przeszłość, ale problemy pojechały razem z nią...

Ta książka to rodzaj spaceru po Paryżu. Spaceru, który nie tylko odkrywa przed nami miasto świateł, ale też skłania do refleksji. Bo bohaterka pojechała tam w określonym celu: chciała poukładać swoje życie, zrozumieć kim jest i co czuje. A gdzie można zrobić to lepiej niż w mieście, które od wieków jest światową stolicą bohemy, które daje natchnienie i w którym każdy podmuch wiatru przypomina o tym, że tyle wielkich postaci przechadzało się po tych samych ulicach?

paryski_swit

Książka jest napisana dość specyficznym językiem: zdania są krótkie, te same myśli podkreślone kilka razy, a rozdziały nie łączą się ze sobą, są jakby zbiorem luźnych refleksji na temat Paryża, miłości, odnajdywania siebie. Nie można jej jednak zarzucić braku treści, które rozbudzają marzenia czytelnika.

Urocza knajpka. (...) Jest jeszcze wcześnie, dlatego mogę spokojnie wybrać stolik. W porze obiadu będzie tu ciężko znaleźć nawet krzesło. Siadam przy otwartym oknie, przy którym widać uliczkę. To może być moje ulubione miejsce - pomyślałam, siadając na wiklinowym fotelu pierwszy raz. Rzeczywiście urokliwe!

Też chciałabym mieć swoje miejsce w Paryżu. Tamtym dawnym, który kipiał romantyzmem i artystyczną bohemą. Marzę...

 

16:41, cafe-creme
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 stycznia 2015

Luwr - najbardziej znane muzeum na świecie. Chyba nie ma wykształconego człowieka, który nie wiedziałby, że Luwr znajduje się w Paryżu, a charakterystycznym punktem jego obecności w tym mieście jest szklana piramida, przy której turyści uwielbiają się fotografować. Ja także mam przy niej zdjęcie, a jakże...

Ja przed paryskim Luwrem, 2007 rok

I o ile o paryskim Luwrze powstały książki, a internet aż huczy od informacji na temat Mony Lisy czy innych prezentowanych tam dzieł, o tyle stosunkowo niewiele osób wie, że w 2012 roku we Francji powstał drugi Luwr, w Lens. To nieduże miasto w regionie Nord-Pas de Calais niegdyś skupiało górnicze rodziny, teraz natomiast staje się kulturalną perełką północnej Francji.

Nawet idąc spacerem do Luwru można zobaczyć pokopalniane hałdy

Muzeum to ściśle powiązane jest z paryskim "wielkim bratem". Ekspozycje, które wystawiane są w Paryżu, po pewnym czasie przenoszone są do Lens, aby ułatwić ludziom dostęp do najznamienitszych dzieł światowych artystów. Sam budynek nie przypomina w niczym zabytkowych murów paryskich - jest to nowoczesna bryła, usytuowana na uboczu miasta. Można tam dojechać samochodem, ale można też dojść pieszo wyznaczoną ścieżką parkową.

Luwr w Lens z zewnątrz w niczym nie przypomina tego paryskiego

W środku znajdują się 2 sale z ekspozycjami, olbrzymi hol, a także biblioteka, sklep z pamiątkami i bufet. Wokół muzeum jest mnóstwo obsadzonej trawą przestrzeni, gdzie podczas ładnej pogody można odpocząć po zwiedzaniu. A jeśli chce się na raz zwiedzić obydwie wystawy, trzeba sobie zarezerwować co najmniej 2-3 godziny na samo oglądanie.

Wystawy zmieniają się co kilka miesięcy i zawsze są niezwykle ciekawe. W tej chwili Luwr w Lens oferuje wystawę poświęconą zwierzętom starożytnego Egiptu. Wcześniej można było oglądać zdjęcia, obraz i eksponaty związane z wojnami, jakie Francuzi prowadzili przez 2 ostatnie stulecia. Ekspozycja stała obejmuje zarówno egipskie mumie, jak i obrazy Rafaela, Rubensa, Rembrandta i innych wielkich twórców. Zobaczyć je z bliska to nie lada przeżycie. A najlepsze jest to, że wcale nie trzeba tłoczyć się w Paryżu. W Lens nie ma gigantycznych kolejek, w czasie zwiedzania nikt się o nas nie obija ani nie świeci fleszem po oczach, co daje szansę na prawdziwą kontemplację sztuki.

Oficjalna strona Luwru w Lens: www.louvrelens.fr

czwartek, 15 stycznia 2015

Czarniejsze od morza, czarniejsze od nieba (...) granitowe, groźne widmo, którego stercząca krawędź przypominała rękę sięgającą po swoją ofiarę

Oto jak Dumas w swojej książce „Hrabia Monte Christo” opisuje Chateau d'If. Kiedyś pełnił funkcję więzienia, dziś jest jedną z najchętniej odwiedzanych atrakcji turystycznych znajdujących się w Marsylii.

Twierdza zbudowana w pierwszej połowie XVI wieku na małej śródziemnomorskiej wysepce If, przyciąga nie tylko swoim historycznym charakterem, ale przede wszystkim sławą, jaką nadał jej Aleksander Dumas na kartach swojej powieści. To tutaj pisarz umieścił akcję „Hrabiego Monte Christo”, który niesłusznie osadzony w więzieniu podstępem z niego ucieka. Nie ma to wiele wspólnego z prawdą, gdyż w całej historii więzienia d'If nikt z niego uciekł, ale turystom zupełnie to nie przeszkadza. Rozczytani w historii opisanej przez Dumasa, codziennie przypływają wycieczkowymi statkami na tę małą wysepkę, aby  poczuć klimat mrocznych cel i grubych murów zamku.

Cały mój tekst możesz przeczytać tutaj: TWIERDZA HRABIEGO MONTE CHRISTO



poniedziałek, 12 stycznia 2015

W ubiegłym roku laureatem literackiej Nagrody Nobla został Francuz, Patrick Modiano. I wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że, podobnie jak znakomita większość Polaków, nie przeczytałam ani jednej jego książki. Nawet nie wiedziałam o jego istnieniu. Może nie jest to powód do dumy i nie powinnam o tym głośno mówić, ale z drugiej strony nie uważam tego za dyshonor, nie da się znać wszystkich literatów na świecie. Niemniej jednak nadrobiłam zaległości (zaledwie częściowo, ale jednak!) i przeczytałam książkę Modiano. Padło na "Perełkę", pewnie z racji największej jej promocji w ostatnim czasie (billboard widziałam na stacji metra).

Czytać skończyłam wczoraj i wcale nie jestem pewna, czy dzisiaj jest dobrym dniem na opisanie tej książki. Bo być może przeczytałam ją zbyt szybko, być może nie przemyślałam dostatecznie. Mam wewnętrzne przekonanie, że lektura ta jest niezwykle wartościowa, ale ubranie w słowa własnych odczuć jest w tym przypadku niebywale trudne.

Powieść jest ciągiem rzeczywistości przeplatającej się z nieregularnymi wspomnieniami. Całość wydaje się dość mglista, czytelnik nie do końca orientuje się o jakim etapie życia bohaterki właśnie czyta. Bo przeszłość nakłada się na teraźniejszość, ludzie zachowują się w sposób nieprzewidywalny. Matka ma wiele nazwisk, być może umarła, a może wciąż żyje, wujek być może jest ojcem, rodzice małej dziewczynki traktują ją jak niemal dorosłą, przypadkowo spotkana kobieta bez pytania zostaje u bohaterki na noc żeby ta nie czuła się samotna, a mężczyzna władający dwudziestoma językami pozwala Perełce zostać u siebie na noc (całkiem platonicznie) znając ją zaledwie jeden czy dwa dni. Przez te nieoczywistości książka budzi w czytelniku niepokój, zaburza jego percepcję normalności, wprowadza chaos i strach.

Cała fabuła rozgrywa się na ulicach Paryża. Bezimienni ludzie w metrze budzą obawę, a kolor płaszcza przypadkowej kobiety potrafi wyzwolić pokłady ukrywanych wspomnień, niczym magdalenka u Prousta.

Ponoć Modiano dostał Nobla za "sztukę pamięci i dzieła, w których uchwycił najbardziej niepojęte ludzkie losy i odsłaniał świat czasu okupacji". Nie jestem pewna czy wybrałam właściwą powieść do rozpoczęcia "przygody" z autorem, ale zafrapowała mnie niewątpliwie. Sposób prowadzenia narracji jest jednocześnie prosty i wysublimowany, co samo w sobie jest trudne do osiągnięcia.

Myślę jeszcze o tej książce. Zapewne będzie we mnie dojrzewać, a być może będę musiała przeczytać ją raz jeszcze, uważniej i wnikliwiej, żeby naprawdę ją zrozumieć...

czwartek, 12 września 2013

Paryskie katakumby interesowały mnie od momentu, kiedy dowiedziałam się o ich istnieniu. Było to wiele lat temu i pomyślałam wtedy, że to nie lada atrakcja obejrzeć stolicę Francji od spodu, i to nie tylko ze stacji metra. Jednak to, co naprawdę jest w katakumbach i jakie emocje się przeżywa idąc tamtędy, przerosło moje oczekiwania.

Ostatni raz w Paryżu byłam w sierpniu 2007 roku, czyli już 6 lat temu i to właśnie wtedy odwiedziłam katakumby. Dla tych, którzy nie wiedzą czym katakumby są wyjaśnię, że jest to sieć tuneli, w których w XVIII wieku zgromadzono kości z cmentarza w dzielnicy Les Halles, aby zapobiec szerzącym się w Paryżu epidemiom. I pewnie każdy podchodziłby do tego z pewnym dystansem, bo jednak gdzieś zmarłych zakopywać trzeba, gdyby nie fakt, że te kości ułożono w swoiste mozaiki. Wzory z czaszek, kości piszczelowych, udowych i wszelkich innych są naprawdę makabryczne. To są ludzkie szczątki, a ułożono z nich wzorki, jakby były zwykłą tapetą na ścianę.

Więcej o paryskich katakumbach możecie przeczytać w moim tekście na stronie Creative Magazine: Podziemne życie Paryża.

Paryskie katakumby

sobota, 24 sierpnia 2013

Pierwszy weekend września zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim najbardziej niesamowite święto Lille - La Braderie, czyli największy pchli targ w Europie. Łącznie około 100 km ulic zastawianych jest antykami i starzyzną, przecenionymi ubraniami, książkami i mnóstwem drobiazgów, które ludzie wyprzedają z własnych domów.

Ta niezwykła impreza przyciąga pasjonatów i kupców z całego świata. Przez 2 dni swój towar wystawia około 10 tysięcy sprzedawców, a liczba kupujących dochodzi nawet do 2 milionów! Nic dziwnego, że na pierwszy weekend września ulice w Lille zamykane są dla ruchu samochodowego.

Cały tekst możesz przeczytać na stronie CreativeMagazine: LA BRADERIE, CZYLI ŚWIĘTO STAROCI

La Braderie

niedziela, 18 sierpnia 2013

Słowo "trubadurzy" Polakom w znakomitej większości kojarzy się z  zespołem muzycznym, którego piosenki są popularne do dzisiaj. Niewiele osób wie skąd tak naprawdę nazwa ta się wywodzi i co oznacza. A trubadur to nikt inny, jak średniowieczny poeta z południa Francji, który nie tylko poezję tworzył, ale i ją śpiewał. Do dziś zachowało się około 2600 ich utworów, ale niestety tylko do 10 z nich znamy oryginalną linię melodyczną.

Trubadurzy tworzyli w tzw. języku oksytańskim, zwanym też prowansalskim. Francja wciąż ma mnóstwo dialektów i własnych języków, które kultywowane są w większości na wsiach, choć niestety najczęściej tylko przez starsze osoby.

Średniowieczna poezja prowansalska związana była z tematem miłości, która jednych rozpalała swoim żarem, innych zaś sprowadzała na ścieżki cierpienia samotności. Ponieważ trubadurami często byli mężczyźni z wyższych sfer - także o takich kobietach pisali, rzadziej utwór związany był wsią i prostym życiem.

Trubadurzy prowansalscy

Na polskim rynku wydawniczym, w roku 2000, ukazał się tomik "Trubadurzy prowansalscy" z dopiskiem "Liryki najpiękniejsze". Poezje przetłumaczone przez Zofię Romanowiczową urzekają nie tylko treścią, ale i formą. Ponieważ w oryginale utwory te był śpiewane - posiadają one rytm i wyraźne rymy.

Warto zajrzeć do tej książeczki, bo możemy znaleźć tam naprawdę niezwykłe poetyckie perełki. Dla zachęty fragment utworu Arnauda de Mareuila "Bel m'es quan lo vens m'alena...":

(...)
I gdy wszystko, co stworzone,
Pąków cieszy się pękaniem,
Ja oglądam się w tę stronę,
Gdzie ma Radość, me Kochanie.
Taka chęć ma i natura,
By myśl każdą ku niej zwrócić,
Gdy zbudzone ptasząt chórem
Serce wiatr kwietniowy cuci.
(...)

czwartek, 15 sierpnia 2013

Decyzja zapadła - w pierwszej połowie września jedziemy do Marsylii! Jestem niesamowicie podekscytowana i już odliczam dni i godziny do odlotu. Wydarzyło się to dość spontanicznie - Ryanair zaoferował tanie bilety więc nie myśląc wiele - kupiłam. A skoro już są bilety to żal ich nie wykorzystać :)

Dopiero po kupnie nastąpił moment dalszego planowania - bo nocleg, bo przejazdy na miejscu. Samochód udało nam się zarezerwować bez problemu, ale z noclegiem mieliśmy więcej zachodu. Bo niestety wszystko, co znajdowaliśmy, zaczynało się od 400 euro za tydzień. I nagle, nasz tani lot, może okazać się bardzo drogą wycieczką...

Rozważaliśmy możliwość noclegu w hotelach turystycznych, najlepiej w sprawdzonej Formule 1. Za wynajęcie pokoju na tydzień cena wyszła nieco ponad 700 zł więc taniej niż na wakacjach w Polsce. Co to jednak za przyjemność pojechać do Francji i mieszkać w turystycznym hoteliku przy autostradzie? I tu z pomocą przyszedł wujek Google, za pomocą którego znalazłam serwis bedycasa.com, w którym to można wynajmować swoje domy, mieszkania lub tylko pokoje turystom. Na mapce znalazłam odpowiednią lokalizację i oto mamy tani nocleg - będziemy spać w prawdziwym francuskim domu w Allauch koło Marsylii, z cudownym widokiem i Francuzami, którzy chętnie służą swoją wiedzą w zakresie regionalnych atrakcji. Cudownie!

Marsylia

Mam nadzieję, że uda mi się zrobić mnóstwo fantastycznych zdjęć i przeżyć mnóstwo fantastycznych chwil. Będę musiała nawdychać się Francji na co najmniej rok. Chcę tyle zobaczyć, tyle przeżyć, tyle zasmakować, że chyba nie będę spać, bo szkoda mi będzie czasu :) Oby do września!

niedziela, 11 sierpnia 2013

Francja to moja pasja, co chyba nie jest specjalnie odkrywcze w świetle tematyki mojego bloga. Postanowiłam jednak rozszerzyć pole "francuskiego działania" o nowe obszary. Dostałam propozycję współpracy z Creative Magazine w zakresie pisania tekstów dotyczących Francji - nie wahałam się z przyjęciem jej. Moje dwa pierwsze teksty już się ukazały. Jeden to podsumowanie tematyki Bretanii w literaturze pięknej, jaka dostępna jest na polskim rynku (oczywiście nie wszystkie książki zostały opisane, wybrałam 4) i ten tekst możecie przeczytać tutaj:

MAGIA BRETANII

Drugi temat, z którego jestem bardziej dumna, to "Francja: Odurzające kolory Południa", czyli propozycja na odwiedzenie tego ciepłego rejonu idąc śladem kolorów - fioletu fiołków i lawendy, żółci słoneczników, zieleni oliwek i czerwieni winogron. Może tekst kogoś z Was zainspiruje do baczniejszego przyglądania się francuskim kolorom. Nie bez przyczyny tak wielu malarzy tworzyło w Prowansji. Tekst możecie przeczytać tutaj:

FRANCJA: ODURZAJĄCE KOLORY POŁUDNIA

 

sobota, 20 lipca 2013

W kuchni używam bardzo dużo ziół. Wolę dodać do czegoś ziół niż soli, bo są zdrowsze, dobrze wpływają na aromat potrawy i dodają lepszego niż sól smaku. Często używam ziół prowansalskich, bo wydają mi się one najbardziej uniwersalną przyprawą, ale jednak moim faworytem zawsze był i jest rozmaryn.

Uwielbiam zapach i smak rozmarynu. Według wszelkich reguł kulinarnych powinno się go do potraw używać zawsze w niewielkiej ilości, bo jest bardzo wonny i ma intensywny smak. I faktycznie, gdy gotuję z myślą o innych osobach, dodaję rozmarynu z umiarem, ale gdy gotuję dla siebie - nie żałuję go i sypię garściami.

Rozmaryn

Jest to roślina o właściwościach leczniczych. Działa rozkurczowo, pobudza apetyt i dobroczynnie wpływa na układ trawienny. Nie wolno go jednak "przedawkować", bo w naprawdę dużych ilościach rozmaryn będzie dla nas szkodliwy. Wyciągiem z rozmarynu można nacierać plecy i klatkę piersiową - zapach będzie działał łagodząco na układ nerwowy.

Rozmarynu dodaję do zupy pomidorowej, potrawki z kurczaka, posypuję nim pomidory na kanapkach, dodaję go do mielonego mięsa zanim uformuję z niego kotlety. Można nim posypywać ziemniaki i twaróg. Dzięki swojemu intensywnemu smakowi doskonale komponuje się z wyrazistym mięsem, jak wołowina czy baranina. Trzeba jednak pamiętać, że w formie ususzonej rozmaryn jest twardą przyprawą i nawet w pomidorówce nie namięka łatwo.

Francja jest jednym z głównych importerów rozmarynu. Rośnie on tam całymi połaciami, a zbierający go ludzie często pracują w upale korzystając z sierpa i siły własnych mięśni. Nam, którzy znamy rozmaryn najczęściej z formy suszonej w torebce lub hodujemy go w doniczce na parapecie często w głowie się nie mieści, że rozmaryn rosnący na polach może osiągać nawet 2 metry wysokości! Gdybym miała dom w południowej Francji z rozmarynu pewnie zrobiłabym sobie aromatyczny żywopłot.

Krzew rozmarynu         fot. Fir0002/Flagstaffotos

Te uprawiane w Prowansji i Langwedocji zioła są doskonałym pokarmem dla pszczół, które wytwarzają z nich później aromatyczny rozmarynowy miód. Liście zawierają około 2% olejku lotnego, który używany jest także w przemyśle kosmetycznym. Mydła, płyny do kąpieli, balsamy - we Francji możemy nabyć mnóstwo produktów z aromatem rozmarynu właśnie. Ale i branża kulinarna nie ogranicza się do suszonej wersji tej rośliny - dodaje się ją także do oliwy, octu winnego, past, a nawet ciasteczek! W numerze 5/2013 miesięcznika "Kuchnia" zamieszczony został przepis na ciasto z rozmarynem, pozwolę sobie go tutaj przepisać. Jeszcze go nie robiłam, ale to tylko kwestia czasu ;)

CIASTO Z ROZMARYNEM

Składniki ciasta:

  • 1 czubata łyżka świeżych listków rozmarynu
  • 200 g miękkiego masła
  • 150 g cukru
  • 1/2 laski wanilii
  • 3 łyżki mleka
  • 250 g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 3 duże jajka

Składniki lukru:

  • 150 g cukru pudru
  • otarta skórka i sok z 1/2 pomarańczy

Przepis:

Rozmaryn drobno siekamy. Połowę dodajemy do miski z masłem i cukrem. Resztę wrzucamy do garnuszka, wlewamy 2 łyżki wody, powoli podgrzewamy, odstawiamy do ostygnięcia.

Laskę wanilii przekrawamy wzdłuż na pół, wyskrobujemy ziarenka i wrzucamy je do mleka. Lekko podgrzewamy i odstawiamy.

Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia i solą. Ucieramy masło z cukrem i rozmarynem, powoli dodajemy roztrzepane jajka na przemian z mąką, cały czas mieszając. Na końcu wlewamy mleko. Dokładnie mieszamy.

Ciasto powinno wyjść bardzo miękkie, ale nie płynne. Wlewamy je do tortownicy wysmarowanej masłem i wyściełanej pergaminem. Pieczemy w 180 stopniach przez 50 minut.

Robimy lukier. Cukier puder przesiewamy do miski, dodajemy przecedzony wywar z listków rozmarynu, sok i skórkę z pomarańczy, dokładnie mieszamy.

Ciasto wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy na 5 minut. Polewamy lukrem i zostawiamy aż ostygnie. Możemy udekorować ciasto gałązkami rozmarynu, a w sezonie kwiatami tego zioła.

 
1 , 2 , 3 , 4